piątek, 12 października 2018

Orgia przepychu, czyli z wizytą w ZEA

Kolejny raz sprawdziło się powiedzenie: nigdy nie mów nigdy.  Wielokrotnie zarzekałam się, że Emiraty mnie nie interesują, że nikt ani nic nie zmusi mnie do wyjazdu w tamtym kierunku. A jednak! Pojechałam, zobaczyłam i każdemu polecam odwiedzić. Radziłabym jedynie wybrać się do ZEA w innym czasie niż ja (sierpień). Upał był nieznośny. Ponad 40 stopni  w cieniu. Zwiedzając miasto poruszaliśmy się wygodnym, klimatyzowanym autokarem, wychłodzonym, niestety, do 16 stopni C.  Różnica temperatur znaczna (prawie 30 stopni), więc sporo osób poległo i rozchorowało się. Udało mi się wtedy nie dać przeziębieniu, za to dopadło mnie kilka dni temu i rozłożyło na łopatki.
Dziś czuję się troszkę lepiej, więc  chciałabym przekazać Wam kilka ciekawostek o Zjednoczonych Emiratach Arabskich.




Pierwsze spotkanie z Emiratczykami miało miejsce na lotnisku w Dubaju. Pracownicy, z którymi mieliśmy kontakt w różnych punktach lotniska byli uśmiechnięci, sympatyczni i dowcipni. Jakże duży kontrast z ludźmi pracującymi na lotnisku w Delhi.

*To kraj dość młody, bo powstał dopiero 1971 r. Wtedy władcy 6 Emiratów podpisali umowę o utworzeniu państwa ze stolicą w Abu Dhabi. Po paru latach dołączył do ZEA jeszcze jeden Emirat.
*W momencie powstania nowe państwo liczyło ok. 180 tys. mieszkańców, obecnie - ponad 8 mln. Jednak tylko 20% to obywatele ZEA
*Szejkowie Abu Dhabi są prezydentami kraju, natomiast wiceprezydentami - szejkowie Dubaju.
*Gdy wjeżdża się do innego Emiratu zmienia się kolor nawierzchni drogi. Przekraczając granicę Emiratu Dubaju z Abu Dhabi zmienia się z czarnej na brązową.
*Do niedawna głównym źródłem dochodu były złoża ropy naftowej.  Ich odkrycie i mądre zarządzanie szejka Zayeda,  sprawiły, że Emiraty zrobiły ogromny skok cywilizacyjny w krótkim okresie. Obecnie najważniejszym sektorem gospodarki jest biznes międzynarodowy i transakcje finansowe. 

Dubaj
*kiedyś pustynna wieś, dziś architektoniczny raj na Ziemi
*symbol luksusu, przepychu i bogactwa, miasto NAJ. Odnosi się wrażenie, że punktem honoru jest bicie architektonicznych rekordów
*Burj Chalifa - najwyższy budynek na świecie - 828 m. Jeszcze tylko 2 lata będzie dzierżyć ten tytuł, bo w Dubaju rozpoczęto już budowę nowego, wyższego o 100 m drapacza chmur - The Tower.

Burdż Chalif
*Burj al-Arab - ponoć jedyny na świecie hotel, któremu przyznano oficjalnie nieistniejącą kategorię 7 gwiazdek. Piszę ponoć, bo czytałam kiedyś o jeszcze 2 takich hotelach: w Chinach i Włoszech.
Budynek ma kształt żagla, a jego wnętrze jest iście królewskie. Noc w najtańszym pokoju to koszt rzędu kilku tysięcy złotych, a w królewskim apartamencie - 19 tys USD.
Niestety, nie można zwiedzić hotelu bez wcześniejszej rezerwacji.
Miałam okazję być w Skyview Bar, który znajduje się na 27 piętrze tego hotelu. Wejście kosztowało 140 USD, a w  cenie były 2 drinki  (wybór niewielki) i małe przekąski.  Dwie lampki wina, którym się tam delektowałam, były najdroższym alkoholem, jaki w życiu piłam.

Zdjęcie hotelu robione z plaży Jumeirah nad Zatoką Perską
*raj dla zakupoholików, czyli niesamowite centra handlowe. Każdy shopping mall musi się tu czymś wyróżniać.
Największym na świecie pod względem powierzchni jest Dubai Mall. Poza 1200 sklepami, 120 kawiarniami i restauracjami, ponad 20 salami kinowymi centrum oferuje wiele innych atrakcji, m.in. największe na świecie akwarium, lodowisko, szkielet dinozaura, wodospady ze skoczkami czy fontanny.



Mall of the Emirates to jedno z ulubionych centrów handlowych w Dubaju za sprawą Ski Dubai - krytego stoku narciarskiego. Można więc pojeździć sobie na nartach, sankach czy desce lub w parku śnieżnym porzucać śnieżkami. Czyż nie jest to czysta przyjemność, gdy temperatura na zewnątrz jest bardzo wysoka?
*bardzo podobały mi się klimatyzowane przystanki autobusowe
*z dzielnic najwyższych apartamentowców świata łódką o nazwie abra można przeprawić się na przeciwległy brzeg dubajskiej zatoki na targ ze złotem i przyprawami 
łódki o nazwie abra
*na Gold Souk można zobaczyć ważący prawie 64 kg największy złoty pierścionek


*niedługo w Dubaju będzie można poszaleć na największym diabelski młynie. Konstrukcja kolosa ma mieć średnicę 210 m, koszt projektu to 1,6 mld dolarów
Mogłabym jeszcze długo rozpisywać się o NAJ-większych, NAJ-wyższych projektach architektonicznych Dubaju, ale nie chcę Was zanudzić.

Abu Dhabi
*to położona na wyspach stolica kraju
*największą atrakcją miasta jest meczet Szejka Zayeda. Inicjatorem budowy świątyni był zwany Ojcem Emiratów Szejk Zayed, pierwszy prezydent kraju sprawujący funkcję przez 33 lata. Nie dożył jednak momentu otwarcia. Zmarł 3 lata wcześniej. Meczet jest miejscem jego spoczynku.
Obiekt jest przepiękny, robi ogromne wrażenie.
Co zachwyca? Przecudnej urody największa na świecie kwiatowa mozaika z marmuru na dziedzińcu, no i największy na świecie ręcznie tkany dywan we wnętrzach. Ogromne żyrandole zdobione kryształami Swarovskiego.
Wejście do każdego meczetu wymaga stosownego stroju, tu jednak dress code jest szczególnie przestrzegany.
Strój nie może być prześwitujący, powinien być luźny,  bez logo firm na wierzchu. Długie, nie obcisłe spodnie, sukienki lub spódnice zakrywające kostki. Jedna z uczestniczek naszej wycieczki została zawrócona przez służby porządkowe, gdyż była w białych lnianych spodniach, które uznano za zbyt prześwitujące.
Oczywiście, panie muszą zasłonić włosy.






*choć to Dubaj słynie z niesamowitych budowli, mnie  zachwycił wieżowiec Aldar, którego projektanci zainspirowali się kształtem muszli. Budowa tego okrągłego biurowca o niespotykanej na świecie bryle trwała 2,5 roku i kosztowała 270 mln dolarów..
*most Szejka Zayeda to najbardziej charakterystyczny most w Abu Dhabi. Jego kształt przypomina wydmy, które przy odpowiednim oświetleniu wyglądają jak ruchome.
*Wyspa Szczęścia - miejsce poświęcone wyłącznie kulturze i sztuce. To przedsięwzięcie, jakiego świat arabski jeszcze nie widział.
To właśnie tu Luwr otworzył swoją siedzibę. Jest to pierwszy oddział najbardziej znanego na świecie francuskiego muzeum poza Francją.
Można tu podziwiać dzieła wypożyczone z paryskiego muzeum oraz dzieła artystów z Bliskiego Wschodu.

Luwr Abu Dhabi
*akcja Seksu w wielkim mieście 2 dzieje się m.in. w Abu Dhabi. Zdjęcia nie były jednak kręcone w ZEA, ponieważ władze tego kraju odmówiły zgody na filmowanie
*wspaniale prezentuje się Fairmont Marina Residences
To hotel, w którym rezydencje oferowane są jedynie obywatelom ZEA.


Jeśli macie w planach wyjazd do ZEA, ale z jakichś względów zastanawiacie się, czy to na pewno dobry wybór, z pełną odpowiedzialnością polecam. Lot do Dubaju nie jest męczący, bo trwa tylko 5 i pół godziny. Jest tam bardzo bezpiecznie, czysto. Jedzenie bardzo różnorodne i przepyszne.
Pozdrawiam:)

niedziela, 23 września 2018

Pomidory po prowansalsku na zimę

W tym roku po raz pierwszy sama wysiałam pomidory i dzięki sprzyjającej pogodzie zbieram je wiadrami. Najbardziej obrodziły krzaczki gatunku LIMA i na nich właśnie najbardziej mi zależało, bo są najlepsze do przetworów. 
Dziś polecam Wam przepis na pomidory po prowansalsku. Recepturę dostałam rok temu od koleżanki - Grażyny.  Podchodząc dość sceptycznie do tematu, na próbę przygotowałam wtedy tylko 2 słoiki. Okazało się, że pomidory są wyjątkowo smaczne, więc w tym roku spora ilość słoiczków stanęła na piwnicznych półkach.
Zachęcam do wypróbowania.



Pomidory po prowansalsku - przepis:)
2 kg pomidorów Lima (mięsiste, z niewielką ilością wody)

 zalewa:
1 duża cebula
nieduża główka czosnku
1 opakowanie ziół prowansalskich
1,5 szklanki oliwy z oliwek lub oleju
1/2 - 3/4 szklanki  octu jabłkowego (wedle uznania)
1 - 1,5  łyżki soli
1/2 łyżeczki mielonego czarnego pieprzu

Składniki zalewy umieścić w dużym garnku i dokładnie wymieszać. 
Pomidory sparzyć, obrać ze skórki i pokroić na połówki. Włożyć do zalewy, potrząsnąć garnkiem, by jego zawartość się wymieszała.
Przełożyć do słoików i pasteryzować 10 minut.

Polecam:)

niedziela, 16 września 2018

Sówkowy tort

Koleżanka z pracy poprosiła mnie o zrobienie tortu na pierwsze urodziny Jej wnuczki Kai.  Przesłała zdjęcie pewnego wypieku i chciała, bym udekorowała torcik właśnie tak, jak na owej fotografii.

Motyw sówek bardzo lubię, więc wykonywanie sowich dekoracji sprawiło mi dużą przyjemność. Choć tort trochę różnił się od oryginału, wiem, że się podobał. 







Sówkowy tort smakował malinami, bo jedną z warstw stanowiła żelka przygotowana z tych pysznych owoców. Poza tym biszkoptowe krążki  przełożyłam ganache z białej czekolady oraz warstwą bitej śmietany.

Kilka lat temu na urodziny młodszej córki przygotowałam taką mądralę:


Pozdrawiam:)

czwartek, 6 września 2018

Domowa samsa

Samsa to rodzaj charakterystycznych dla kuchni środkowoazjatyckiej  pieczonych pierogów, najczęściej nadziewanych mięsem.  W Indiach np. owe pierożki zwane samosami mają kształt trójkąta i są smażone w głębokim tłuszczu. Moje pieczone samsy przypominają bułeczki i faszerowane są gotowanymi ziemniakami oraz mięsem.  Nie tylko niebanalnie wyglądają, ale i smakują wybornie. 
Choć przygotowanie kosztuje trochę czasu, zachęcam do ich upieczenia. Są naprawdę pyszne.


Inspiracja

Domowa samsa  - przepis:

Ciasto:
320 g mąki (2 szklanki) + do podsypania
1 łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 
1/2 łyżeczki suszonych drożdży
4 łyżki oleju rzepakowego
200-250 ml ciepłego mleka

Farsz mięsny:
700 g mielonej szynki wieprzowej
1 cebula
2 ząbki czosnku
sól
pieprz 
kilka gałązek świeżego majeranku
olej do smażenia 

Beszamel:
2 łyżki oleju rzepakowego

1 czubata łyżka masła
1 czubata łyżka mąki pszennej
250 ml mleka lub śmietany 
sól, pieprz

Farsz ziemniaczany: 
4-5 ziemniaków
1 łyżka masła
sól, pieprz

do smarowania ciasta:
1 łyżka oleju rzepakowego
1 łyżka masła 

do obtaczania ciasta:
1 łyżka mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej

Pracę zaczynamy od przygotowania nadzienia. Na rozgrzaną patelnię wlać kilka łyżek oleju, dorzucić posiekaną drobno cebulę i smażyć. Po chwili dodać wyciśnięty przez praskę czosnek i mielone mięso. Smażyć ok. 1/2 godz. Doprawić solą i pieprzem oraz sporą ilością świeżego majeranku. Przełożyć do  miski.

Czas na  przygotowanie beszamelowego sosu. Na rozgrzaną patelnię wlać 2 łyżki oleju, dorzucić masło i rozpuścić. Następnie dodać mąkę i dokładnie rozprowadzić w rozpuszczonym tłuszczu. Wlać mleko lub śmietanę, doprawić do smaku. Gdy sos zgęstnieje, wrzucić na patelnię usmażone mięso i dokładnie wymieszać. Odstawić do ostygnięcia.

W osolonej wodzie ugotować do miękkości ziemniaki. Odcedzić, dodać łyżkę masła, poczekać aż się rozpuści i tłuczkiem ugnieść na puree. Ostudzić.

Przygotować ciasto. Do miski przesiać mąkę, dodać cukier, sól, proszek do pieczenia i drożdże. Dokładnie wymieszać. 
Wlać olej oraz ciepłe mleko. Połączyć wszystkie składniki przy pomocy łyżki, następnie wyjąć ciasto z miski i wyrabiać na posypanej mąką stolnicy ok. 10 minut. 
Włożyć do miski, przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 45-60 minut.

Z wyrośniętego ciasta uformować wałek. Podzielić go na 9 równych części i z każdej formować kulkę.  
Przykryte ściereczką kule odstawić do wyrośnięcia na 1/2 godz.


Przygotować posypkę do obtaczania bułeczek. Na talerz wsypać 1 łyżkę mąki pszennej i 2 łyżki skrobi ziemniaczanej. Dokładnie wymieszać.

Do mikrofalówki  wstawić miseczkę z 1 łyżką oleju rzepakowego i 1 łyżką masła. Roztopić.  Otrzymanym tłuszczem będziemy smarować ciasto.

Wziąć jedną porcję wyrośniętego ciasta, obtoczyć dokładnie w mieszance mąk. Nadmiar strząsnąć.  Rozwałkować na cienki placek o średnicy 30 - 32 cm. Jego środek posmarować roztopionym w mikrofalówce tłuszczem. Odwrócić na drugą stronę (tłuszczem do stolnicy) i nałożyć nadzienie. Najpierw łyżkę ziemniaczanego puree, 


a następnie tyle samo mięsa w sosie beszamelowym.
 Teraz najtrudniejsze zadanie. Zbierając brzegi cienkiego ciasta należy uformować sakiewkę. Zebrane ciasto delikatnie skręcić, a następnie rozłożyć równomiernie otrzymane fałdy 
 i brzegi ciasta zawinąć pod posmarowany wcześniej tłuszczem spód i przykleić.
 Identycznie przygotować pozostałe samsy.

Ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posmarować roztopionym tłuszczem i piec do zrumienienia ok. 30 min w temp. 200 stopni C.



Wierzch upieczonych gorących bułeczek można posmarować kawałkiem masła. 
Niebo w gębie! Uwierzcie mi.
Serdecznie pozdrawiam:)

niedziela, 2 września 2018

Tort książka

Ależ ten czas leci! Dokładnie rok temu na urodziny mojej Mamy - miłośniczki grzybobrania, zrobiłam tort w kształcie borowika.  Wydaje mi się, że od tamtego momentu minął co najwyżej miesiąc, a tu znowu wrzesień i trzeba było wymyślić coś, czego jeszcze nie przygotowywałam.  
Stanęło na książce.


Tort składał się z dwóch rodzajów ciasta: biszkoptu migdałowego oraz ucieranego ciasta z szafranem, na które przepis znalazłam u Małgosi. Warstwy przełożyłam klasycznym kremem na bazie białej czekolady, śmietanki kremówki i mascarpone oraz kwaskowym dżemem z czarnej porzeczki. Nie dosmaczałam alkoholem ponieważ wśród gości było sporo dzieciaczków.
Zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia. Musiałam je wyostrzyć w PhotoScape, bo wyszły zamglone i rozmyte.  Myślę, że aparat odchorowuje wyprawę do Indii, gdzie był ciągle zaparowany z powodu bardzo dużej 90% wilgotności powietrza.

sobota, 25 sierpnia 2018

Indyjska przygoda

Tegoroczny urlop spędziłam w Indiach i ZEA, choć nie był to mój wymarzony kierunek podróży. Plany były zupełnie inne, ale z przyczyn od nas niezależnych wyjazd do kilku krajów kaukaskich (m.in. Iran) nie doszedł do skutku. Mam nadzieję, że co się odwlecze.... .
Siedem lat temu byłam na Sri Lance zwanej łzą Indii, więc spodziewałam się podobnych klimatów. Okazało się, że Indie wyglądają trochę inaczej. 
Dziś chciałabym podzielić się wrażeniami i przekazać kilka ciekawostek o tym kraju.

*W Indiach żyje ok. 1 mld 300 mln ludzi . To drugi po Chinach najbardziej zaludniony kraj świata. Dla porównania - Europę zamieszkuje  ok. 740 milionów.

W New Delhi mieszka 27 mln ludzi. Codziennie na ulice stolicy wyjeżdża 5 mln aut. Oprócz samochodów po ulicach porusza się wiele innych pojazdów.  Korki są niemiłosierne, a luźniej robi się dopiero  ok. godz. 22.

Jeśli nie posiada się 2 lub 4-kołowego środka lokomocji można przemieszczać się również tak:
Z autostrad i dróg szybkiego ruchu korzysta bardzo niewielu zmotoryzowanych Hindusów. Opłaty na tzw. bramkach są bardzo wysokie.  Drogą, którą my jechaliśmy trzeba było zapłacić w 3 punktach poboru 1350 rupii (1 PLN=ok. 19 rupii), a więc tyle, ile wynoszą 3-miesięczne zarobki większości  posiadaczy aut.

*Indie to 4. militarna siła na świecie. Dysponują bronią jądrową. Ogromne kwoty przeznacza się na zbrojenie, a prawie 3/4 ludzi żyje poniżej granicy ubóstwa.
Kaszmir jest najbardziej zmilitaryzowanym obszarem na Ziemi.

*Krowy uważane są za święte, są tu wszechobecne, uznawane za najbliższego przyjaciela. Zabicie jej jest czynem haniebnym, porównywalnym z zabiciem człowieka.
Nawet na autostradach i drogach szybkiego ruchu, na zielonych separatorach między pasami jezdni, obraz pasących się krów nie jest tu niczym niezwykłym. To norma.
Są zwierzętami (w Indiach) wszystkożernymi. Gdyby nie one, byłoby jeszcze więcej śmieci.

Złą wróżbą jest śmierć krowy na gospodarstwie, więc często praktykuje się  (co jest niezgodne z prawem) wyprowadzanie  leciwych, chorych zwierząt i pozostawianie  ich samopas. Dla takich "bezpańskich" krów powstają przytułki, w których  mogą godnie doczekać kresu żywota.
Co ciekawe, na różne sposoby wykorzystywane jest krowie łajno. Na bazie odchodów produkuje się środki owadobójcze, przeciwsłoneczne, nawozy. Jest to także materiał budulcowy. Ponoć z dodatkiem łajna sporządza się także napoje.
W Indiach nie jada się wołowiny. 45% społeczeństwa to wegetarianie.

*jedzenie bardzo smaczne.
Nie rozpieszczę Was, niestety, pysznymi zdjęciami. Tylko te niżej nadają się do prezentacji.
samosy - pierożki z różnym nadzieniem
biryani wegetariańskie lub z kurczakiem
 
Po jedzeniu w restauracji można odświeżyć oddech przegryzając cukier i świeży anyż.
Moją ciekawość wzbudziły malutkie saszetki, które widziałam w wielu sklepikach i na straganach. Okazało się, że to odświeżacze do ust ze smakowymi dodatkami.
*indyjskie kobiety ubrane są najczęściej w sari (6-7 m pas tkaniny) lub rozcięte na bokach tuniki. Wyglądają baśniowo, przypominają kolorowe motyle. Pod sari zakładają koszulki (zwane choli) odsłaniające brzuch, ale zakrywające ramiona.
Bardzo modne są bransoletki i łańcuszki noszone na kostkach oraz pierścionki na palcach stóp.

Starsi panowie farbują siwe włosy hną. Zaskakująco wyglądają  męskie główki w czerwonym lub pomarańczowym kolorze.

*edukację rozpoczynają w wieku 6 lat i choć nauka do 14 roku życia jest obowiązkowa, to najbiedniejsi kończą swoją szkolną karierę na klasie IV.
W klasach I - IV dzieci otrzymują finansowany przez państwo darmowy posiłek.
Obowiązkowe są mundurki.
*Bollywood
W Bombaju zwiedziliśmy jedno z największych bollywoodzkich studiów filmowych - S.J.Studios
W bollywoodzkim przemyśle filmowym zarejestrowanych jest 90 tys. zawodowych aktorów.
Początkujący reżyser zarabia tu ok. 200 - 300 dolarów dziennie, natomiast ten znany - 2 - 3 tys. dolarów. Bollywoodzka gwiazda może wyciągnąć nawet 3 - 5 tys. dolarów za dzień zdjęciowy.
Tak wygląda stoisko z tkaninami wykorzystywane na potrzeby filmu. Kawałek styropianu owinięty materiałem ma udawać belę tkaniny
Wielki świat, a wjazd do studia wygląda tak, jak praktycznie całe Indie:
*Stosy śmieci na indyjskich ulicach to norma. Przyjaznych zapachów trudno  oczekiwać. 

 Gdzie brud, tam i szczury.
 *Jedni mieszkają tak:


a inni, jak np.  najbogatszy Hindus -  w budynku z lądowiskiem dla helikopterów na dachu i kolekcją 600 luksusowych samochodów:
*Tak wygląda pralnia w Mumbaju ( Bombaj; w 1995 r. nastąpiła zmiana angielskich nazw na rdzenne).  Praniem zajmują się bezkastowcy lub ludzie z niższych kast.
Mimo niewyobrażalnego brudu jest tu wiele pięknych miejsc i obiektów
- Taj Mahal w Agrze - chyba najpiękniejsza budowla jaką w życiu widziałam
- Hawa Mahal czyli Pałac Wiatrów w Jaipurze
- Amber Fort - kompleks budowli pałacowych i obronnych w okolicach Jaipuru

- Pałac na wodzie - Jaipur
- Czerwony Fort w Agrze - największy i najlepiej zachowany mogolski pałac
- przepiękna stacja kolejowa Terminal Wiktorii w Mumbaju (Bombaju)
*Złota Świątynia sikhijska, a w niej kuchnia, w której codziennie przygotowuje się posiłki dla 100 tys. osób.
Sikhowie przestrzegają diety, nie jedzą mięsa. Uczciwie pracują, wspierają się wzajemnie.  Przekazują 10% podatku na rzecz wspólnoty, stąd m.in. fundusze na przygotowanie posiłków dla potrzebujących.




A co warto, moim zdaniem.(oprócz kaszmirowych szali) przywieźć z Indii?
- oczywiście przyprawy

- herbatę, a szczególnie Masala chai. Mieszkańcy Indii mieszankę herbaty z przyprawami (kardamon, cynamon, imbir, szafran, czarny pieprz)  zalewają gorącym mlekiem, a nie wodą.
- kosmetyki firmy Himalaya
Wszystkie produkty firmy na terenie całych Indii mają stałą cenę. Widoczna na zdjęciu pasta do zębów Complete Care kosztuje 48 rupii (1 PLN = ok. 19 RS)

*2+2 to preferowany przez obecny rząd model rodziny;
*na państwowych posadach zarabia się więcej niż na takim samym stanowisku w sektorze prywatnym;

Chyba każdy słyszał powiedzenie, że Indie to kraj, który się albo kocha, albo  nienawidzi. Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, do której kategorii się zaliczam. Wiele miejsc mnie urzekło i zachwyciło, wiem jednak, że nie przyzwyczaiłabym się nigdy do wszechobecnego brudu, walających się na każdym kroku śmieci i nieczystości. Cieszę się, że ten kraj zobaczyłam, ale gdyby nadarzyła się okazja pojechać tam jeszcze raz, raczej nie zdecydowałabym się.
Serdecznie pozdrawiam:)