sobota, 21 stycznia 2017

Kraj Kwitnącej Wiśni



Podróże to moja pasja. Kocham poznawać inne kultury, zwyczaje, tradycje, smakować nieznane potrawy. Japonia to 34.kraj na świecie, który udało mi się zobaczyć.Byłam tam na przełomie lipca i sierpnia 2016 r. Trochę mi żal, że w tym okresie nie kwitnie sakura (japońska wiśnia), bo ponoć widok oblepionych kwiatami drzew i piknikujących pod nimi mieszkańców jest niesamowity.
W kilku krajach azjatyckich byłam już wcześniej, więc i tu spodziewałam się różnic kulturowych, ale Japonia przerosła moje najśmielsze oczekiwania w tym względzie.
Mimo że mój pobyt nie był długi, bo zaledwie dwutygodniowy, i ekspertem czy znawcą tego kraju nie jestem, chciałabym podzielić się z Wami swoimi wrażeniami. 
Czym zaskoczyła  mnie Japonia?
- po raz pierwszy w historii moich podróży nie musiałam bać się  o portfel, torbę czy walizkę. Na dworcu lub metrze, w oczekiwaniu na środek transportu, bez obaw zostawiałam bagaż i ruszałam na podbój znajdujących się tam sklepików. Japonia to bardzo bezpieczny kraj. Kradzieże czy bandyckie napady zdarzają się tu bardzo rzadko. Wielka szkoda, że nie można powiedzieć tego o "naszej ziemi ojczystej".
- Japonia to kraj hierarchicznych zależności. Jednym z przykładów jest okazywanie szacunku poprzez ukłon (15º, 30º, 45º-90º). Oczywiście, im ukłon głębszy, tym szacunek większy.






 - brak śmietników na chodnikach, a wszędzie panuje nieskazitelna czystość,
- na każdym niemal kroku spotkać można automaty z napojami. Podczas upałów wielokrotnie ratowały mi życie!
- wszechobecna matcha - sproszkowana zielona herbata. Występuje nie tylko jako zielony napój, ale dodawana jest do ciastek, lodów, deserów i słodyczy wszelakich. Jej smak jest specyficzny, ale ja go uwielbiam.
 



- pyszne jedzenie. Wyjeżdżałam z przeświadczeniem, że podstawą posiłków będzie sztandarowe danie japońskie - sushi. Jadam je od czasu do czasu, ale skłamałabym, że to moja ulubiona potrawa. Jakże duże było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że japońskie jedzenie jest bardzo różnorodne. Najważniejsze składniki to ryż, ryby, warzywa, owoce morza. No i, oczywiście, znana ze swej jakości wołowina pochodząca od słuchających muzyki poważnej, masowanych i pojonych piwem krów. Miałam okazję jej spróbować. Śmiało mogę potwierdzić opinię, że kuchnia tego kraju jest nie tylko jedną z najzdrowszych, ale i najsmaczniejszych na świecie.


- w bardzo złym tonie jest jedzenie na ulicy. Pachnącego pączusia, ciasteczko czy jakiś inny, dopiero co zakupiony smakołyk należy zabrać do domu lub zjeść na miejscu. Stosowałam się do tego zwyczaju, ale przecież fajnie jest umilić sobie spacer delektując się lodami na przykład.


- kultura i porządek. Japończycy w sklepach, na peronach i przystankach autobusowych karnie stoją w kolejkach wzdłuż wytyczonych linii. Nikt się nie pcha, każdy grzecznie czeka na swoją kolej. Chciałabym doczekać takich zachowań u nas!




 Ustawione "pod sznureczek"przed hotelem walizki, czekały na nasz przyjazd.
- w restauracjach nie zostawia się napiwków i to mi się bardzo podoba!
- "inteligentne" deski sedesowe, tzw. washlety. Niesamowite toalety z funkcją mycia (do wyboru np.moc strumienia), podgrzewania deski, suszenia, muzyki. REWELACJA!!! Odczuwam wyraźny brak takiego ustrojstwa w domowej łazience.

Jeszcze kilka ciekawostek o japońskiej edukacji:
- Japończycy dbają o wykształcenie i dobry start dziecka, a zapewnienie wysokiego poziomu edukacji to sprawa honoru rodziców. Żeby dziecko mogło w przyszłości osiągnąć sukces, musi uczyć  się w dobrych, renomowanych szkołach. Już trzyletnie maluchy są posyłane do najlepszych przedszkoli. Warunkiem ich przyjęcia jest zdanie przez szkraba pierwszego, najprawdziwszego egzaminu. Od tego momentu egzaminy (ponoć trudne) towarzyszą Japończykom już do końca ich edukacji.




- zakończenie lekcji wcale nie oznacza powrotu do domu.  Nadszedł czas na zajęcia pozalekcyjne, które często trwają do godz. 19. Uczniowie szkół średnich uczęszczają po południu do prywatnych szkół przygotowujących  do egzaminów (do godz. 20-21), mogą również  brać udział w oferowanych zajęciach wieczorowych, które kończą się po północy. 
- w szkołach (zarówno publicznych, jak i prywatnych) obowiązkowe są mundurki,


-  japońskie klasy są znacznie liczniejsze niż polskie; liczba uczniów  - 40 (bywa więcej)
- w szkołach nie ma „instytucji” pań  sprzątających. Za porządek w salach lekcyjnych, toaletach i na szkolnych korytarzach odpowiadają uczniowie,
- rok szkolny w Japonii rozpoczyna się 1 kwietnia i trwa do marca,
- uczniom zadaje się na wakacje i ferie.
Cieszę się, że moje wnuki będą uczyć się w polskiej szkole!
Choć bardzo chętnie odwiedziłabym Japonię ponownie i sporo zachowań, zwyczajów czy przedmiotów życia codziennego chciałabym przenieść na nasz grunt, to chyba nie dałabym rady w Kraju Wschodzącego Słońca na stałe się odnaleźć. 
Na zakończenie polecam książkę Zofii Fabjanowskiej-Micyk Banzai. Japonia dla dociekliwych. Adresowana jest do młodszych czytelników, ale jestem przekonana, że dorosłym także przypadnie do gustu.
Zachęcam do jej wypożyczenia lub zakupu. Ja od kilku lat zaopatruję się w dwóch księgarniach internetowych: tu  i tu . Jestem bardzo zadowolona, bo i tanio i szybko.

Pozdrawiam.




19 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy post. Pomimo opowieści wiele informacji wyparowało mi z głowy.
    Takie podejście do edukacji by mnie chyba zabiło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Szkoda mi tych dzieciaków. Z naszej perspektywy wygląda to "nieludzko".

      Usuń
  2. moja kuzynka studiuje japonistykę, rok spędziła w Japonii, do dziś-a minęło dwa lata od jej stypendium, nie może się przyzwyczaić z powrotem do naszych zwyczajów, wiele tych z Japonii by przeniosła do nas ;) Na szczęście zrobiła mi zapasy Matchy-uwielbiam i teraz korzystam w kuchni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię używać matchy szczególnie do wypieków. Ciasta mają taki piękny, intensywnie zielony kolor.
      Wiele japońskich zwyczajów wartych jest przeniesienia na nasz grunt. Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Wynika z tego, że Japończycy to bardzo cierpliwi i spokojni ludzie :) Nie zaskoczyło mnie to, chociaż przyznam bez bicia, że pojęcia bladego o tym kraju i jego mieszkańcach nie mam :) Nie jestem pasjonatką podróży i nawet w gazetach opisy miejsc pomijam, ale ten post był bardzo ciekawy i na pewno go zapamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Rzeczywiście, Japończykom cierpliwości nie brakuje.

      Usuń
    2. Czyli jednak jestem spostrzegawcza :) A czy to prawda, że ciągle robią zdjęcia? :D

      Usuń
    3. Robią zdjęcia wypasionymi komórkami. Pamiętam czasy, kiedy japońscy turyści biegali z aparatami i fotografowali wszystko, co w obiektywie się pojawiło. Obecnie znacznie rzadziej wyjeżdżają poza granice swojego kraju, a aparaty zamienili na telefony.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Japońska szkoła - coz... wschodnia mentalność nigdy nie była mi bliska.
    Dołączam do obserwatorow:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się natura południowców. Celebrowanie chwili, brak pośpiechu, kawusia w kawiarence. Praca, oczywiście, też, ale w rozsądnych proporcjach.
      Cieszę się, że będziesz do mnie zaglądać. Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Mogę jedynie zazdrościć podróży, ja niestety poza Słowacją i Francja nie miałam jak narazie możliwości więcej podróżować, ale mam nadzieję że niedługo to się zmieni :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przed Tobą. Podróżowanie też zaczynałam od Niemiec, Słowacji i Francji. A jeszcze tyle miejsc na świecie chciałabym zobaczyć!

      Usuń
  7. Jestem pod wrażeniem Twojego wpisu. Dał mi do zrozumienia jak mało wiem o Japonii... Osobiście nie ciągnie mnie w tamte strony,ale bardzo zaciekawiła mnie Twoja opowieść😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz. Cieszę się, że mój wpis Cię zainteresował.

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurcze pierwszy egzamin już w przedszkolu, ciekawa jestem czy rzeczywiście taki trudny. Na którą oni mają do szkoły? Skoro do tak późnej godziny są na zajęciach. Interesuje mnie jeszcze w jakim języku z nimi rozmawiałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja japońska przygoda nie była długa, więc kilka podstawowych japońskich zwrotów i liczebników oraz angielski wystarczyły, by się porozumieć. Japończycy uczą się w szkole angielskiego, ale są przygotowywani tylko do zdania testów. Konwersacja w tym języku, niestety, nie jest ich mocną stroną.

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń